Street Fishing Poland podbija Wrocław

Od ostatnich zawodów w formule street fishing, za organizacją których stoi ekipa Street Fishing Poland, minęło około miesiąca. Poprzednia edycja miała miejsce w Warszawie na Kanale Żerańskim i przyjęła 60-ciu uczestników. Atmosfera podczas imprezy była tak kozacka, że wieść o tych zawodach szybko rozeszła się po polskich wędkarzach. Po ogromnym sukcesie w Warszawie organizatorzy nie zwalniając tempa poszli za ciosem i zorganizowali jeszcze w tym samym roku, 21-ego listopada, zawody we Wrocławiu. Wielkie brawa za ten pomysł bo hype wokół Street Fishing Warszawa był naprawdę spory, a dodatkowo Wrocław ma wszystko co potrzeba do zorganizowania tego typu imprezy. Od momentu oficjalnego ogłoszenia zawodów i otwarcia zapisów listy uczestników zapełniły się momentalnie. Kolejka do startu była na tyle duża, że finalnie uczestników było więcej niż zakładały pierwotne założenia. 120 dzielnych wędkarzy z całej Polski postanowiło reprezentować we Wrocku swoje miasta. Chęć startu w imprezie ludzi z całego kraju spowodowało, że powstała także ogólna klasyfikacja miast według której wyłoniona miała zostać stolica SF 2015. Najbardziej liczne były reprezentację Wrocławia, Warszawy, Poznania i Lublina ale znaleźli się też reprezentanci Jeleniej Góry, Zielonej Góry czy nawet odległego o 600 km Mrągowa. Tak czy owak każdy jeden z uczestników skąd by nie był miał szansę zapewnić swojemu miastu historyczny pierwszy tytuł Miasta Street Fishingu 2015. Ten ruch pięknie podgrzał atmosferkę panującą wśród jurnych wędkarzy
21 listopada około godziny 7 rano na Wyspie Słodowej zaczęli pojawiać się pierwsi uczestnicy. Od godziny 8-ej zaczęło się wydawanie kart startowych, mapek, miarek i małego prowiantu, o który zadbali organizatorzy. Po godzinie 8:30 odbyło się odprawa, a po niej zrobiliśmy sobie tradycyjne grupowe zdjęcie. 120 osób i około 240 wędek robi wrażenie i budzi jakieś fajne, bliżej nieokreślone uczucie. Ostatnim punktem przed odgłosem startowej syreny było zarybienie Odry szczupakiem. Ten miły gest bardzo fajnie wpisał się charakter tego wydarzenia, zwłaszcza że większa część zawodników to osoby wyznające zasadę „no kill”.
Około godziny 9 rozbrzmiała syrena startowa i od tej pory mieliśmy jedną 5-cio gondziną rundę po której wszystko miało być jasne. W pierwszej kolejności nie patrząc gdzie idą znajomi ruszyłem na przycumowaną blisko biura barkę na której mieściła się hotelowa restauracja. Miejsce śmierdziało jakimś garbusem na kilometr dlatego musiałem je sprawdzić. Obrzucałem barkę z każdej możliwej strony, jednak ani jeden okoń nie chciał pokusić się na serwowane przynęty. Z żalem opuściłem miejscówkę i poszedłem dalej w górę rzeki. Zerowa znajomość Wrocławia i małe doświadczenie w łowieniu na rzece spowodowały, że łowiłem na wędkarskiego czuja. Wybierając miejscówkę kierowałem się obecnością filarów, polerów czy jakiś obiektów pływających. Takie przeszkody to klasyczne miejsca występowania ryb niezależnie czy to rzeka czy woda stojąca.
Następnym miejscem, które obstawiłem był jeden z kilku mostów. Tam poza stratami w przynętach nic nie udało się wydłubać. Zbierając się dalej w drogę spotkałem znajomą ekipę z Radomia, którą miałem przyjemność poznać na warszawskiej edycji zawodów. Wspólnie poszliśmy zebrać pieczątkę z pobliskiej lodziarni. Była ona jednym z 6 punktów kontrolnych, w którym można było zgarnąć dodatkowe punkty. Mogły one mieć decydujący wpływ na końcową punktacje i miejsce w rankingu- ale to wszystko zależało od obranej taktyki i złowionych ryb.
Kolejną miejscówką była ciekawa półka znajdujące się pod jednym z balkonów na którą trzeba było się dostać schodząc po drabinie. Od łowiącego na tej miejscówce lokalnego wędkarza dowiedzieliśmy się że był tu kiedyś most, a jego pozostałości są nadal w wodzie. Dlatego wraz z Kubą chcieliśmy poświecić kilka minut na rzetelne obłowienie tego dobrze rokującego spotu. Niestety ani kombinacje z wielkościami i kolorami przynęt, ani sposoby prowadzenia nie przynosiły efektu- masakra. Ruszyliśmy dalej w górę rzeki by poszukać ryb w głębszych miejscach i mniej uregulowanych fragmentach Odry. Po drodze oczywiście wykonywaliśmy kontrolne rzuty w mijanych miejscach jednak ciągle nie mogliśmy znaleźć „naszej bankówki.”
Dreptając tak i rzucając to tu to tam pomyśleliśmy by wbić się na odgrodzony teren, który był placem budowy nad przyszłymi bulwarami odrzańskimi. Stała tam jakaś nieduża barka a poza tym była to już szeroka i duża woda, mogąca kryć jakieś sensowne ryby. Kuba zajął stanowisko kilka naście metrów przed barką a ja stanąłem na wysokości barki. W ruch posłałem małego czerwonego twisterka na 5 gramowej główce. Nie zbyt agresywny opad i delikatne podbicia, to była moja taktyka na leniwe tego dnia pasiaki. Wybiła godzina dwunasta. W całej okolicy rozbrzmiewało bicie dzwonów. Było ono na tyle ujmujące że na opadającego twisterka połasił się okonek. Sprawnie wyholowany szybko zmierzony i wypuszczony. Nim dzwony skończyły bić Kuba wyciąga pod same nogi Szczupaka na granicy wymiaru. Jednak niezdecydowane i powolne ruchy Kuby by go podebrać powodują że ten się wypina i jednym zgrabnym susem wskakuję z powrotem do wody. O! i taki podwójny strzał braci Toszibana (kto oglądał Cubase ten wie o co chodzi :) ) mieliśmy równo o godzinie 12-stej. Mój okonek miał zaledwie 18 cm. Z racji, że nie pamiętałem regulaminu i wymiarów to postanowiłem zrobić mu fotkę z miarką by w razie co mieć podkładkę.
Kilka minut później Kuba wyciąga Okonka mierzącego równo 20 cm. Dalej w tej miejscówce nie dzieję się nic. Z racji że powoli dochodzi godzina 13 ruszamy na miejscówkę położoną bliżej biura zawodów. Stawiamy na miejsce teoretycznie najciekawsze czyli wcześniej odwiedzona półka pod balkonem. Biały 5 centymetrowy Keitech Easy Shiner na czeburaszce 5gr był przeze mnie tego dnia mocno faworyzowany. Na ostatnie minuty zabawy dałem mu ostatnią szansę i posłałem go w teren. W trzecim rzucie poczułem stukniecie, którego sprawcą okazał się stety lub niestety 30 centymetrowy szczupaczy kikucik.
Ostatnie minuty wędkowania przeznaczyłem na agresywny opad odrobinę większymi przynętami. Jednak i ta metoda nie przyniosła żadnego efektu. No nic wybyła godzina 14 więc czas zdawać karty. I mimo dwóch wyholowanych rybek kolejne zawody i 0 punktów na liczniku… Można się zdołować – ale co tam! Nie o to do końca chodzi! Bo wędkowanie to forma relaksu, spotkania z ludźmi i wymiany doświadczeń a ślepe gonienie za punktami wypacza tą całą zajawkę. Dlatego z lekkim niedosytem ale dobrym humorem spakowaliśmy graty do auta i ruszyliśmy na ceremonię wręczenia nagród. Tu należy wspomnieć, że sponsorzy tym razem też nie zawiedli a nawet przekroczyli chyba najśmielsze oczekiwania uczestników i organizatorów. I mimo wielu cennych nagród chęć posiadania nie przysłoniła uczestnikom tego czym jest street fishing i jaka przyświeca temu idea.
Miejscem integracji i koronacji zwycięzców była piwna knajpa „Targowa”. Pomieściła i wykarmiła bez problemu zgraje niespełna 200 wędkarzy, którzy po ciężkich zmaganiach w marnej pogodzie byli naprawdę wymagającą grupą :) Po zaspokojeniu głodu i piwnego pragnienia zjawiła się długo wyczekiwana komisja gier i zabaw, na której to barkach spoczywało dokładne zliczenie punktów. By podnieść napięcie przed ogłoszeniami wyników ceremonie rozpoczęło nagrodzenie i wyróżnienie najmłodszych gości, którzy to są przyszłością polskiego wędkarstwa i będą kontynuować to co my zaczęliśmy. Dalej przyszła kolej na losowanie jedynej w swoim rodzaju bo jeszcze niedostępnej wędki Dragon Moderate, którą ufundowała bydgoska firma. W losowanie odbyło się wśród dzielnie walczących pań. Wylosowaną szczęściarą była Pani Agata i to w jej ręce trafiła pierwsza wędka z serii Moderate – gratulacje :) Dalej nadszedł czas na losowanie nagród pocieszenia, a te trafiły chyba do wszystkich albo prawie wszystkich zgromadzonych. Było to możliwe za sprawą sponsorów którzy naprawdę mieli geścik :) Gdy już napięcie sięgało niemalże zenitu organizatorzy zaskoczyli nas po raz kolejny wyciągając 5 wędek firmy Fiume ufundowanych przez sklep fishing24 i wylosowali pięciu szczęściarzy, w których ręce trafiły wędziska. Normalnie dzień dziecka!!!
Ale nadszedł czas na ogłoszenie osób, które tego dnia połowili najlepiej. Na pierwszy ogień poszedł łowca największego Okonia. Był nim Tomasz Sebastianiuk ze swoimi 28 centymetrami szczęścia. Dzięki nim wygrał piękne wędzisko przygotowane w pracownie Cage Rods. Bazą do stworzenia tej wędki był blank Matagi Super Trout, uzbrojony w najwyższej jakości przelotki Fuji. Wisienką na torcie jest wymyślony, produkowany i opatentowany w Polsce uchwyt typu Delifin. Jego zaletą jest bardzo niska masa i bezpośredni kontakt z blankiem bez żadnych znieczulaczy. Sprawdza on się świetnie w wędkach służących do połowów, w których czucie branie ma największe znaczenie. Bez dwóch zdań można powiedzieć, że pracownia Cage Rods tą nagrodą dołożyła do pieca :)
Następnie w kolejności czekali muszkarze, którzy też stanowili sporą cześć uczestników i specjalnie dla nich została stworzona oddzielna klasyfikacja. Zmagania w tej kategorii były naprawdę zacięte, ale zwycięzca mógł być tylko jeden. Trzecie miejsce przypadło Panu Aleksandrowi Wienckowi, drugie Panu Przemysławowi Łaskowi a zwycięzcą był znany nie tylko w świecie muszkarzy Tomasz Wieczorek, któremu udało się trafić punktowanego Klenia. Uwieńczeniem tego dnia było ogłoszenie wyników klasyfikacji spiningowo-castingowej. I tu podobnie jak w kategorii muszkarskiej wszystko było możliwe i nikt nie mógł czuć się pewnym zwycięzcą. Trzecie miejsce trafiło się Ryszardowi Łojowi z Warszawy. Na podium znalazł się on za sprawą punktowanego Okonia i odwiedzeniu wszystkich miejsc premiowanych punktami. Na drugim miejscu zasłużenie znalazł się Maciek Supiński z Warszawy, który już podczas stołecznej edycji dał sygnał że trzeba się z nim liczyć bo ryby to on potrafi łowić. Maciek podczas zmagań we Wrocławiu trafił punktowanego Szczupaka oraz Okonia i gdyby zebrał więcej premiowanych punktów to właśnie on by stanął na najwyższym miejscu na podium. Ale w tej sytuacji doskonale widać jak ważne było odpowiednie dobranie taktyki, uwzględniając aktywność ryb, ilość punktów premiowych i wieści z frontu jak radzą sobie inni wędkarze.
Tym sposobem pierwsze, zasłużone miejsce przypadło Adamowi Krukowskiemu z Wrocławia. Zwycięstwo zapewnił mu Boleń 50 cm, do którego dołożył komplet pieczątek z punktów premiowych. Obrana przez Adama taktyka okazała się być strzałem w dziesiątkę i to właśnie ten młody wędkarz mógł się cieszyć ze zwycięstwa w ostatniej tego roku edycji zawodów Street Fishing Poland.
W klasyfikacji miast nie wiedzieć jakim cudem 😉 wygrał Wrocław zdobywając w sumie 110 punktów. O słuszności Wrocławia jako stolicy Street Fishing Poland można byłoby troszkę podyskutować, jednak z racji że to tylko zabawa to niech się cieszą a w przyszłym roku przyłożymy wszelkich starań by ten tytuł przypadł reprezentacji Warszawy :) Po tym jak opadł kurz po ogłoszeniu wyników przyszedł czas na wspólne biesiadowanie i ciekawe rozmowy o wiadomym temacie 😉
Kolejna edycja zawodów spod bandery Street Fishing Poland za nami. Jedyne nad czym możemy ubolewać że ten sezon dobiega końca i na kolejne zmagania w tej formule musimy poczekać do przyszłego roku. Dlatego wykorzystajcie dobrze zimę tak by w przyszłym sezonie zapewnić sobie wpis do panteonu sław SFP oraz by wasze miasto stało się stolicą ulicznego wędkarstwa roku 2016!

Pozdrawiam

Borys

Related Posts

Leave a Comment


*

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.