Maj marzeń cz.1- Boren VS Mikado Fishing Team

Maj- magiczny miesiąc w życiu każdego zapalonego spinningisty. Dla łowców szczupaków czy boleni majówka jest równie ważna co dla „araba kurs pilotażu”. Żadne prace domowe czy rodzinne spędy nie powstrzymają nas od celebrowania „nowego roku.” Długi majowy weekend to jednak początek tego magicznego miesiąca. Pytanie jest jakby to było łowić przez całe majowe dni a w weekendy pracować? Poniekąd tak właśnie udało mi się spędzić cały tegoroczny maj siedząc nad wodą 23 z 31 dni. Taki miesiąc w życiu wędkarza jest jak kometa Halleya- trafia się raz na 100 lat.

MAJOWO REKORDOWO

Początek tegorocznego sezonu spędziłem wraz z małżonką w naszym gniazdku w samym sercu Mazur nad jeziorem Tałty. Za misję na majówkę postawiłem sobie przetestowanie i okiełznanie nowego testowego jerka Mikado. Mimo że nie jestem fanem przynęt w jaskrawych kolorach i naprawdę rzadko ich używam, to muszę przyznać że malowanie tego jerka bardzo przypadło mi do gustu. Pewnie ma to związek z tym że jestem wielkim fanem graffiti i street artu, a taki właśnie klimat bije od tego jerkunia. Ale żeby nie zanudzić się jedną przynętą zabrałem też ze sobą spory zapas Spin Tube-ów Eumera, oraz wyróżniających się na tle innych gum Flying Fishuntery.

Tegoroczna majówka jak i zeszłoroczna poprzedzona była dość suchą i średnio mroźną zimą, po której przyszła sucha i ciepła wiosna. Miało to znaczący wpływ na termin tarła u szczupaków oraz obniżający się z roku na rok stan wody mazurskich jezior. Ten cały zespół naczyń połączonych spowodował zawirowanie względem aktywności ryb i zajmowanych przez nie stanowisk. A żeby było jeszcze trudniej dobrać się do skóry majowym zębaczom to majówkę musiałem obsłużyć w woderach. Brak dostępu do łodzi jeszcze bardziej komplikował tą nierówną walkę.

Jako pierwsze w ruch poszły moje klasyczne miejscówki na Majczu Wielkim, na których to trafiały mi się pierwsze tegoroczne paikusie podczas wczesnowiosennego okoniowania. Niestety mimo kilku godzinek spędzonych brodząc żadna zdecydowana ryba nie zameldowała się na moim zestawie. Były pojedyncze i bardzo delikatne stuknięcia Flyinga ale były to jedynie ostrzegawcze trącenia. Ostatni dzień majowego weekendu postanowiłem zmienić taktykę i na ryby wybrać się o świcie. By nie tracić czasu na dojazdy nad wodę postawiłem na przydomową zatokę jeziora Tałty, na której od czasu do czasu trafiam szczupaczki podczas delikatnego jigowania za okoniem. Bez oczekiwań i bez presji koło godziny 6 zameldowałem się na ukochanym pomoście. W pierwszej kolejności strzał przyjął wolno i majestatycznie opadający flying fishunter. To był sygnał, że coś się dzieje i okolicę patroluje mniejszy lub większy, ale na bank głodny paikunio. Z racji na szybko schodzące, łyse dno niewielkie szanse dawałem płytko chodzącemu jerkowi. Ale jak to mówi staropolskie przysłowie „kto nie ryzykuje ten nie pije szampana!” Intensywne kolory i grzechotka zwiększały szanse na sprowokowanie drapieżnika do ataku. Kilka rzutów, mieszane krótsze i dłuższe podszarpnięcia przerywane pauzami i nagle spod samych nóg wyskakuje grube cielsko. Bez żadnych problemów zażera prawie całego jerka. Szybki hol bez żadnych zbędnych odjazdów i ryba ląduje na brzegu. Pierwsze co robię to sprawdzam kolor liści na drzewach bo ryba wyglądała na tłustą jesienna mamuśkę a nie na wiosenną chudzinę.

Ku mojej uciesze to chyba najgrubsza polska osiemdziesiątka jaką dane było mi złapać wraz ze startem sezonu. Z chirurgiczną precyzją uwolniłem rybę od uwierającego ją wabika. Potem już tylko szybka średnio udana selfie sesja i rybka wraca do wody. Uffff- poczułem ulgę bo rzutem na taśmę udało mi się całkiem nieźle uratować majóweczkę i z podniesioną głową wrócić do domu.

MIKADO FISHING TEAM WJEŻDŻA NA BOREN

Powrót do Warszawy i do pracy był de facto czasem na przepranie rzeczy, zebraniem gratów do kupy i cierpliwym wyczekiwaniem na paikowy maraton, który rozpoczynał się tygodniowym pobytem na szwedzkim jeziorze Boren. Na skandynawską ziemie najechałem wraz z ekipą Mikado Fishing Team gdzie zamierzaliśmy potestować nowe wędki, kołowrotki i oczywiście przynęty :) Woda słynie z ładnych szczupaków i ostro wygarbionych okoni. By nie zamęczyć ani Was, ani siebie postaram się wycisnąć esencję tego wyjazdu i podzielić się tym co najbardziej utkwiło mi w ostro poszatkowanej pamięci.

Zacznę od krótkiego opisu samego jeziora, bo bez dyskusji zasługuje ono na kilka słów moich wypocin. Pierwsze co przykuwa uwagę po wypłynięciu to krystalicznie czysta woda z przejrzystością sięgającą czterech metrów. Z jednej strony łowienie na takich wodach to sama przyjemność, a z drugiej strony trzeba pamiętać, że duże ryby w takich zbiornikach są znacznie ostrożniejsze, i trudniejsze do złowienia niż w jeziorach o mniej przejrzystej wodzie. Musieliśmy o tym pamiętać szczególnie z racji iście letniej pogody na jaką trafiliśmy podczas tygodniowego pobytu w Borensberg. Pierwsze dni charakteryzował prawie zerowy wiatr, bezchmurne niebo i ostre słońce, które na wskroś prześwietlało wodę. Przy takiej patelni ryby zajęły bezpieczne stanowiska na 4-5 metrowej wodzie lub też w samym środku trzcin. W płytszych zatokach pojawiały się pojedyncze sztuki, które wyskakiwały spod krzaków. Niestety były to ryby nie przekraczające 75 centymetrów, a jak dobrze wiemy interesowały nas ryby w przedziale 85-120 cm :) Oczywiście jako fan płytkiego łowienia musiałem najpierw przekonać się na własnej skórze, że w tych miejscach będzie bardzo trudno o rybę 100+ . Już przy pierwszym wypłynięciu w jednej z płytkich zatok miałem odprowadzenia ładnych knag, które na metrowej wodzie były mega ostrożne. Jak tylko doprowadzałem je w zacieniony od zakotwiczonej łodzi obszar te powoli opadały i chowały się pod pierwszy lepszy krzak. Był to wyraźny sygnał że ryb trzeba szukać w głębszych częściach zbiornika. Po pierwszym niepełnym dniu na koncie miałem kilka rozpoznawczych kikutków, które tylko zaostrzały apetyt na spotkanie z konkretną rybą.

Kolejny dzień to kilka ryb w okolicach 80cm i wyczajenie dobrze rokującego miejsca przy trzcinowej wyspie od której ciągnął się płytki, nafaszerowany głazami jęzor, na którego końcu był uskok na 4 metry. To była miejscówka na kilometr śmierdziała ładnym szczupakiem co zresztą potwierdziłem tuż przed końcem dnia. Przy tej okazji rozdziewiczyłem testowego Fishuntera w rozmiarze 22cm, którego na wyprawę zabraliśmy rzutem na taśmę. Przynętę uzbrojona w siedmio gramową główkę prowadziłem twitchowimi podszarpnięciami wzdłuż uskoku dna. Podczas opadu poczułem kosmicznie mocne uderzenie. Dobrze wyregulowany hamulec w multiku proclaim i łądnie pracujący pod rybą kij Sepcialized Varied Jerk i ryba ląduje na łodzi. Z wielkiej paszczy wystaje tylko końcóweczka dwudziestodwu centymtrowej gumy- masakra!!!

W ramach rewanżu rozsierdzona mamuśka podczas wypinania z palca zrobiła mi istną sieczkę. No ale szczupaki to nie rurki z kremem i ma boleć :) A poza tym wszystkim to bezpieczny powrót ryby do podwodnego królestwa jest najważniejszy. Taka ryba na wcześniej wyszukanej miejscówce cieszyła na maxa. Jedyne czego zabrakło do pełni szczęścia to niespełna 4 cm, by dobić do magicznej setki.

Tego dnia udało się też namierzyć piękne okonie które w towarzystwie szczupaka odprowadziły do samej łodzi prowadzonego skokami „magixa.” Okonie oszacowaliśmy na około 1-1,5 kg i następny dzień postanowiliśmy poświęcić boreńskim okoniom.

BOREN PERCH DAY

Perch day rozpoczęliśmy o samym świcie a okoniowe eldorado zaczęło się już w pierwszych rzutach. Na początku padły ryby ok. 30 cm po czym Adi wraz z Łukaszem zaliczają dublet 33cm i 44cm!! Cała akcja dzieje się niespełna 30 metrów od naszej przystani.

Widząc jakie okonie kręcą się w okolicy plaży stawiam na największy kaliber raczka Cray Fish, który uzbrojony w czeburaszkę i hak offsetowy nie ma prawa przynieść ryby mniejszej niż 35 cm. Już po kilku rzutach melduje się pierwszy pasiak i od razu pęka czterdziestka- to jest to co tygryski lubią najbardziej!

Dalej przesuwamy się bliżej wejścia do kanału wokół którego kręci się drobnica pilnowana przez stada pięknych garbusów. Na tej miejscówce wyjeżdża parę ładnych perchyków, a mi udaje się trafić jeszcze dwa pasiaki powyżej 40 centów z czego ten większy mierzy 44 cm. Po tej rybie jak dla mnie dzień może się kończyć :) Oba czterdziestaki z tej miejscówki trafiam na 6 centymetrowego fishuntera w kolorze 68.

Dalej w ciągu dnia łowimy spore ilości drobnego okonia i pojedyncze szczupaki. Jednak żadna z ryb nie wryła mi się szczególnie w pamięć ale to pewnie przyczyna wysoko postawionej poprzeczki z samego rana. Ogólny bilans dnia okoniowego to około 20 okoni powyżej 40 centymetrów na 6 osób- czyli wstydu nie ma :)

KOŃCOWO SZCZUPAKOWO

Do końca wyjazdu dzień po dniu pogoda stawała się coraz lepsza- zaczynało wiać coraz mocniej a ostatniego dnia było już deszczowo i opór wietrznie. Można powiedzieć że pogoda robiła się coraz bardziej szczupakowa. Do końca wyjazdu trafiłem jeszcze kilka ładnych paików, ale niestety żaden nie przekroczył magicznych stu centymetrów. Tak czy owak wyjazd mogę śmiało uznać za udany i chętnie wrócę nad jezioro Boren.

Jeśli już miałbym się do czegoś przypiąć, to jak na tak duży akwen jakim jest Boren dno jeziora jest nudne i przewidywalne. Można powiedzieć ze lekko schodzące dno jeziora jest jedną wielką miejscówką. Brak tam podwodnych górek, uskoków, półek i takich tam udziwnień. Łowi się nad dywanem zielska na lekko schodzącym dnie. Dlatego jeśli ktoś lubi namierzanie miejscówek, obławianie ich z różnych stron i takie zabawy to nie polecam tego jeziora, no chyba że chce połowić na wodzie o innej specyfice. Pięknego Okonia i Szczupaka jest tam naprawdę sporo, a ogarnięcie bazy jest dość proste. Polecam Pana Marka i firmę Boren24, który dysponuje super domkiem o fajnym standardzie, spoko łodzie a wszystko to za 999zł + prom – więc dramatu nie ma :)

Po tygodniu zmagań w Borensbaerg ruszyłem prosto na zachód w stronę szkierów….

C.D.N. (już na dniach żeby nie zamęczyć a-czytalnym, długim tekstem)

A poniżej kilka fotek i film nagrany podczas pobytu- rzeczowa gadka, ryby i śmiechy.

Zapraszam też na trochę rzeczowej gadki o sprzęcie, trochę rybek i śmiechów!
Related Posts

Leave a Comment


*

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.