Maj marzeń cz. 2 – Syrsan z ekipą Jerkbait

Po tygodniu zmagań w Borensbaerg ruszyłem prosto na zachód w stronę szkierów. Punktem destynacji była mała wysepka Syrsan na jednym ze szkierów. Tak by przybliżyć Wam jej położenie powiem, że jest to ok. 40km od Vastervik i jest to sąsiedni szkier do odwiedzonego w zeszłym roku Gamleby (szczupakowe manewry w Gamleby). Na Syrsan trafiłem w okolicach godziny 13, gdzie czekała już na mnie szalona ekipa z forum Jerkbait.pl. W większości był to ten sam skład, z którym miałem przyjemność rok wcześniej bombardować sąsiednią wodę. Mimo że już byłem po tygodniu łowienia to nowi ludzie, nowe miejsca i zupełnie inna specyfika łowiska spowodowała, że chciałem być jak najszybciej na wodzie. Szybkie namierzenie domku, zrzucenie gratów i już kręcę swoje zestawy. Pierwsze rozpoznawcze wypłynięcie i wraz z Waldim zaliczamy kilka krótkich szczupaków. Łowiło się dość trudno ponieważ naprawdę silny wiatr i deszczowa aura dawały popalić naszej niewielkiej łupince. Oczywiście mimo to udało się trafić kilka szczupaczków, niestety największy z nich miał +/-70cm. Wieczorkiem był czas na spotkanie integracyjne, podczas którego wszyscy podzieliliśmy się pierwszymi wrażeniami z wody i omówiliśmy dokładnie łowisko. A na deser były gifty :) Każdy dostał naprawdę spoko koszulę firmy Graff z wyhaftowanym logo Jerkabit-a.

Do tego wahadłówkę z pracowni Olejnika i co poniektórzy szczęściarze wykręcone woblery od młodego rękodzielnika Pride-a. Natomiast ja od kolegi Sebastiana otrzymałem Parówatora czyli niepozornego, pięknie wykonanego jerka ze stajni Seba Lures, który potem ku mojej uciesze przyniósł kilka spoko rybek.

Następny dzień pływałem z poznanym w zeszłym roku przegościem Darkiem, który na Gamleby był „gumowym opadowcem” z krwi i kości, a w tym roku na zlocie stawił się z castingową szpadą i wielkimi pudłami jerków. Poza tym, że jest super gościem z którym cholernie miło mi się spędza czas to dysponuje on ogromną wiedzą wędkarską, którą stale pogłębia na duńskich łowiskach. Zapowiadał się super dzień w doborowym towarzystwie. Do dyspozycji mieliśmy aluminiową jednostkę na 15 lub 20 konnym silniku. Cała łódź wyłożona wykładzinką, duży dziób i duża rufa- dla nas bajka!! W pierwszej kolejności ogarnęliśmy miejscówki w okolicach przystani. Tam trafił się jeden czy dwa króciaki. Wybuchów nie było dlatego dalej udaliśmy się na dość płytką zatokę położoną tuż przed mostem. A tam zaczęło się istne eldorado. W kilka godzin nastukaliśmy ok. 50 szczupaków na głowę i zaliczyliśmy dość dużą ilość pustych brań i ogrom odprowadzeń. Niestety ryby nie były duże. Przeważały ryby od 50 do 75 centymetrów.

Trafiła się ładna rybka, która w pierwszej kolejności uderzyła w zawieszonego na moim kiju Bustera Olivera Twista podchwyconego z Darkowego pudełka rozpusty. Finalnie jednak ryba zawisła na zestawie Darka, który posłał jej 20 cm śledzia z pracowni Tomek1988. W pierwszym momencie byliśmy przekonani że pękł metr jednak po przyłożeniu ryby do miarki wyszło że paikunio ma 93 cm. Wielki łeb, grube karczycho, srebrzysty śledziowy połysk- piękna ryba.

Obserwacja tego dnia była taka, że ryby musiały być świeżo po tarle. Do myślenia dały nam bardzo duże ilości niewielkich samców zgrupowanych na typowo tarłowych miejscówkach, uderzające i odganiające przynęty imitującą szczupaka. Zdarzały się sytuację, że mniejsze, wtulone samce odprowadzały do samej łodzi holowaną większą samicę. Były to jednak jakieś niedobitki, które trzymając się tej miejscówki liczyły jeszcze na to co „tygryski lubią najbardziej.” Tak czy inaczej coś jeszcze wisiało w powietrzu bo najskuteczniejsze były niewielkie przynęty typu małe wahadłówki czy 10 centymetrowe kopyta. Oczywiście w pierwszej kolejności padły podejrzenia na śledzia, którego na echu było widać naprawdę sporo. Jednak nic nie było takie proste… Dno płycizn było usłane łańcuchami okoniowej ikry a temperatura wody oscylowała w okolicach 10-12 stopni- a to wszystko mogło mieć wpływ na nietypowe żerowanie szczupaka. Wieczorna wymiana spostrzeżeń i doświadczeń z innymi ekipami wskazywała, że nie jest łatwo, a wyniki nie powalają.

Następnego dnia postanowiliśmy popłynąć daleko za most na otwarty szkier. Niestety tego dnia woda na otwartej części szkieru była mocno trącona. Tam wymęczyliśmy po jednej czy dwóch rybkach, które udało się namierzyć w spokojniejszej zatoce. Wracając w stronę przystani odwiedziliśmy miejscówkę, która dzień wcześniej dała nam sporo zabawy. Tam dołowiliśmy kilka sztuk. Niestety tego dnia rewelacji nie było.

Kolejny dzień zrobiliśmy sobie małe roszady w załogach tak że pływałem z Piotrkiem i Sławkiem. Takie zmiany to super sprawa. Można podpatrzeć ciekawe patenty, przynęty, pogadać i wymienić się doświadczeniami.

Pierwsze rybki zaczęły się meldować w jednej z płytkich zatok. Była to świetna woda na przetestowanie sebalosowego Paruwatora. Który swą pracą i jakością wykonania zawstydziłby wiele markowych jerków, za które trzeba płacić ciężkie pieniądze. Przynęta idzie pod samą powierzchnią, a swoją pracą przypomina szeroko pracującego sweepera. Kilka wyjść i dwie rybki wyholowane na parówkę – super. Zębacze złowione na handmadową przynętę cieszą podwójnie.

Tego dnia każdy z nas wyciągnął jeszcze kilka rybek ale większość z nich to ryby w przedziale 50-75cm – szału nie było. Poza szczupłymi na parówkę bardzo mnie ucieszył garbus 40 cm. Drania trafiłem w miejscu gdzie dzień wcześniej Darkowi wyszedł piękny pasiak, który niestety nie zaatakował prowadzonej przynęty. Mając w pamięci tą sytuację postanowiłem obłowić brokatowym Fishunterem podstawę podwodnego stoku. Podczas opadu był charakterystyczne puknięcie, które zacięte w punkt dało pięknego pasiaka.

Kolejny dzień przywitał nas deszczową aurą, ale z Darem postanowiliśmy twardo obławiać miejscówki, które do tej pory dawały nam ryby. Drugą część dnia spędziliśmy w zatoce, na końcu której było piękne zarośnięte wypłycenie. Stamtąd podobno wyjechało kilka ryb. Rano zameldowało się kilka sztuk, ładne wyjścia do jerków w typowo szczupakowych miejscówkach ale zero konkretów. Stawialiśmy też dość mocny nacisk na okonie, które w co ciekawszych miejscówkach rekompensowały słabe żerowanie paików.

W końcu zatoki było kilka łodzi, które od początku pobytu na Syrsan właśnie w tej miejscówce pokładały największe nadzieje. Jedną z pierwszych rzeczy jaką dostrzegliśmy były spore ilości okoni. W ruch poszedł lekki zestawik czyli jak dla mnie przekosa okoniowa Mikado Sicario SL do 7 gram w jednoskładzie uzbrojone w kołowrotek Black Stone 2006fd, na który nawiniętą miałem plecionkę Octa Braid 0,10. Materiał przyponowy to cienki flurocarbon z wytrzymałością do 3 kg. Już w pierwszych rzutach zaczęły wyjeżdżać piękne pasiaki, które na takim zestawie dawały sporo radości. Spora część z nich była jeszcze wypełnona mleczem. W końcu przyszedł czas i na okoniowym secie zameldował się pierwszy nieduży paik, a chwilę później poczułem naprawdę mocniejsze szczupakowe uderzenie. Kilka okoni później znowu czuję mocne pacnięcie w 5 centymetrowego ripperka. Tym razem ryba jest wcięta i zapowiada się emocjonujący hol, bo na końcu zestawu czuję klocka. Najważniejsze było nie forsować tempa, bo ryba była konkretna i jeden nieprzemyślanych ruch mógł skończyć się obcinką cienkiego flurocarbonu. Mija kilka minut walki, w końcu ryba pojawia się koło łodzi. Już wiemy że centkowany bandzior mierzy przeszło 80 centów ale przed nami jeszcze kilka minut tego szalonego holu. Odjazd za odjazdem, raz po jednej stronie łodzi, raz po drugiej. W końcu ryba zaczyna opadać z sił i wprawnych ruchem ładujemy ją do podbieraka. Pięknie zapięty w nożyczkach paikuś szybko zostaje wyhaczony, zmierzony i obfotografowany.

Po tak męczącym dla ryby holu najważniejsze było jej bezpieczne wypuszczenie. Chwilka reanimacji i ryba spokojnie ale pewnie odpływa, i kładzie się na dnie. Przez kilka minut jeszcze stoi na płytkiej wodzie ale chwilę później odpływa. Mogę odetchnąć z ulgą – będzie żył. Hol szczupaka 87 cm na okoniowym zestawie do 7 gram na plecioneczce 0,10 to było coś magicznego. Taka walka to jest swego rodzaju sprawdzian techniki, skupienia i chłodnego umysłu. Jeden niewłaściwy ruch, chęć szybkiego podebrania ryby może spowodować, że piękna ryba odpłynie wraz z przynętą w pysku. Szybki kijek Sicario zagwarantował mi pewne wcięcie ryby, a współpraca równo oddającego pletkę młynka z pięknie amortyzującym odjazdy kijem pozwoliła szybko zmęczyć rozsierdzonego byka. Jak dla mnie ten set to rozpierdziel tysiąc :) Na zakończenie dnia trafiam jeszcze kilka ładnych okonków, ale to było na tyle.

Wieczorem jedna załóg zmuszona zaprosić jednego szczupaka na kolację powiedziała, że z 60-cio centymtrowego drapieżnika podczas patroszenia wylało się około 40 sztuk małych cierników. To była odpowiedź dlaczego tak ciężko było nam się dobrać do tych najładniejszych ryb posyłając im 100 gramowe klamoty. W końcu każdy kto jedzie na szczupaki na szkiery zbroi się głównie w duże przynęty 15-20cm i średnio myśli o łowieniu małymi obrotówkami czy gumami 5cm. Jednak czasami późniejsze tarło jednej ze szkierowych ryb potrafi mocno pokrzyżować plany i utrudnić łowienie. Wyszło na to że wszystkie drapieżne ryby żerowały głównie na małym trącym się cierniku i dlatego najskuteczniejsze były wabiki wielkością przypominające ciernika czy małego śledzika.

Ostatniego dnia bogatsi o wiedzę dotyczącą ciernika ruszyliśmy na koniec zatoki, w której dzień wcześniej wyjechało sporo ładnych okoni i moje 87-em centymetrów szczęścia. Tego dnia na łodzi byłem z Piotrem i Sebą. Po dotarciu na miejsce w ruch poszły płytko chodzące jerki na zmianę z małymi gumami. Szczupaków tam było zatrzęsienie. Jedyny minus, że wszystkie ryby mierzyły max 65 centów. Tak czy owak zabawa była przednia :) Po kilku godzinach kiedy zaczęło przybywać łodzi na spocie postanowiliśmy uciekać i szukać szczęścia w okolicach przybrzeżnych trzcinek. Tego dnia Seba walił w pysk paika za paikiem, a wszystko to dzięki 4 calowemu shakerowi w śledziowej kolorystyce. Punktem kulminacyjnym było kiedy to na iście szczupakowej miejscówce gdzie dzień wcześniej z Darkiem mieliśmy kontakty z ładnymi rybami Seba wyciąga Szczupaka 87 cm. Końcówkę ostatniego dnia poświęciliśmy na obłowienie płytkiej zatoczki. Tam trafiamy kilka ryb na parówatora :) Z pewnym niedosytem i mieszanymi uczuciami wracamy do portu.

Wieczorkiem odbyło się podsumowywujące spotkanie podczas którego każdy podzielił się swoimi spostrzeżeniami i odczuciami względem szkieru, ryb i skuteczności przynęt. Dareczek jako łowca największej ryby dostał przepięknego okolicznościowego jerka ze ślaskiej stajni Seba Lures, o którego „walczyliśmy” podczas pobytu na Syrsan.

Rano po ogarnięciu domków i zapakowaniu aut grupowo udaliśmy się w stronę Kalskrony zahaczając po drodze o sklep wędkarski w Vastervik. By tradycji stało się zadość zaliczamy też street fishingowy spacerek po porcie w Vastervik. Tam na podchwycony kij od Kaczora trafiam przyjemnego okonka pod 30 centów, następnie jeszcze jednego dokłada Hasior, który chwile później rozbija bank trafiając drugiego perchyka mierzącego ładnie ponad 30 centów. Drugą rundę street fishingowej zabawy zaliczamy Karlskronie gdzie pada naprawdę spora ilość okonków. Wyłowieni, uśmiechnięci i mądrzejsi o nowe doświadczenia wracamy do Polski.

Woda w Syrsan bez dwóch zdań ma potencjał. Jest tam sporo średniego szczupaka i sporo ładnego okonia. Problemem są nienażarci przybysze z zagranicy beretujący grube okonie, szczupaki, trollingujący mimo zakazu i stawiający siatki (udało nam się jedną trafić). Takie podejście gości skutecznie utrudnia lokalnej społeczności żyjącej z turystyki na szybkie odbudowanie tej wody. Jest to jednak piękne miejsce, które polecę każdemu, kto ma ochotę odizolować się od ludzi na prawie bezludnej wyspie i wyłowić się na średnio wymagającym i dość bezpiecznym szkierze. Myślę, że za parę lat może to być naprawdę świetne szczupakowe miejsce, w którym metrowe ryby będą padać regularnie.

Po powrocie na nasz polski padół przed sobą miałem 3 dni pracy i następny wyjazd. Tym razem celem była największa wędkarska impreza w Polsce czyli Garmin Fishing Series na jeziorze Dadaj.

(zapraszam do cz.3)

Related Posts

Leave a Comment


*

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.