Rio Ebro czyli absolutny brak paików

W tym roku udało mi się pobić kilak życiówek i złowić kilka nowych gatunków ryb. W obu tych kwestiach sporo zawdzięczam wypadowi do Hiszpanii na rzekę Ebro, którą odwiedziłem wraz z ekipą Mikado Fishing Team. Każdy z członków miał swoje założenia względem wyprawy. Jedni jechali na karpie, inni na sumy a jeszcze inni myśleli wyłowić się sandaczy. W moim przypadku kwestia była prosta nagrać jak najwięcej materiału filmowego, a przy okazji w wolnej chwili połowić co się da. Nasza baza mieściła się niedaleko miejscowości Caspe, a swą gościnnością uraczył nas Robert, który prowadzi tam polską bazę sumebro.pl. Robert dysponuje kwaterą o wysokim standardzie wyposażoną w basen, klimatyzowane pomieszczenia, a dla stęsknionych za polską telewizją to też ma szansę poskakać po rodzimych kanałach. Dopełnieniem jest niewielka odległość dzieląca domek od samej rzeki- czego chcieć więcej. Robert dysponuje także ogromną wiedzą jeśli chodzi o tamtejsze ryby. Jest on w stanie pomóc zarówno wędkarzom, którzy przyjechali spotkać się z medalowym sazamem, męntnookim diabłem czy tamtejszym królem wód- sumem. Do dyspozycji ma porządne, stabilne aluminiowe łodzie, którymi bez problemu i obaw można śmigać po dość sporej rzece. Dla chętnych jest też możliwość wyjazdu na pięknie położone zbiorniki o krystalicznie czystej wodzie gdzie jest szansa na spotkanie z pięknymi okoniami, sandaczami, sumami i co najważniejsze bassami. Nie ukrywam, że te ostatnie kręciły mnie najbardziej. Jak dowiedziałem się, że jest szansa pojechać na tę wodę to za punkt honoru postawiłem sobie złowić tę niespotykaną w Polsce rybę. By oszczędzić Wam zbędnego lania wody tekst podzielę według ryb które udało mi się złowić podczas tej tygodniowej eskapady.

Na początek sandacze

Szczerze to tej rybie chyba poświęciliśmy najmniej czasu :( i to nie dlatego, że bardziej chcieliśmy łowić sumy czy karpie, ale dlatego że grafik względem obowiązków mieliśmy mocno napięty. Na szczęście udało mi się wyłuskać jeden wolny wieczorek i wraz z Mariuszem aka „Łowcą Sandaczy” i Marcinem ruszyliśmy na sandaczową miejscówkę. Szału nie było, ale szczęśliwie udało się coś wydłubać. Miejscówką, którą obstawiliśmy były betonowe filary, które podtrzymywały przebiegający nad rzeką most. Dodam, że łowca sandaczy ze mnie żaden. Do tego stopnia, że na swoim koncie miałem jednego sandacza mierzącego może 30cm, którego na domiar złego trafiłem w marcu szukając okoni w porcie czerniakowskim. Dlatego będąc na Ebro chciałem w końcu zobaczyć na czym polega fenomen łowienia tych ryb i sprawdzić ich moc. Sandacz którego udało mi się trafić pod mostem mierzył między 60 a 70 centów i był pierwszym i jedynym wymiarowym zedem, którego trafiłem podczas tej wycieczki.

Jeśli chodzi o branie było to mocne, fajne uderzenie, które bez problemu wyczułem i wciąłem. Sporo na bank daje dobrze spasowany set pod sandacze. Mój zestaw składał się z wędki Kamisori Zander oraz kołowrotka Black Stone. Kamisori to wędka, której bazą jest blank wykonany z wysoko modułowego węgla który uzbrojony został w wysokiej klasy przelotki Fuji Alconite (znane pewnie większości wędkarzom jako żadne tam pitu pitu) oraz uchwyt zapinający bezpośredni kontakt z blankiem (też Fuji dokładniej Fuji TVS), co przy łowieniu takich ryb jak sandacze ma spore znaczenie. Nie jako specjalista od sandaczy, ale miłośnik wędkarstwa, który w swej karierze przerobił już kilka wędek mogę szczerze polecić tę wędkę i namawiam pochylić się nad jej zakupem. Bardzo wysoka jakość wykonania, komponenty najwyższej klasy, a to wszystko w bardzo przystępnej cenie. W przypadku wielu marek na bank zapłacimy sporo więcej nie za jakość a za samo logo- dlatego nie bądźmy głupi i nie dajmy się robić w bambuko. Ale wracając do sandacza i moich odczuć po holu pierwszego wymiarowego zeda w życiu mogę powiedzieć że w porównaniu do szczupaków szybko puchną. Walka była krótka i pozbawiona jakichkolwiek krytycznych momentów. Dlatego na bank sandacze nie są rybami które skradły moje serce. Może i fajnie się je tropi i łowi z opadu ale szczerze nie zamieniłbym łowienia paikusiów na łowienie sandaczy. Jedyne w czym sandacz jest lepszy od szczupaka to smak :)

Chiński rok okonia

Dla miłośników okoni Ebro jest istnym El Dorado. Może na samej rzece jest ciężej namierzyć (co nie znaczy że tam się ich nie łowi) i trafić ładne okonie jednak jak ruszymy się kilka kilometrów poza Caspe to dotrzemy do pięknie położonych zbiorników, które są częścią rzeki. To co różni te dwa miejsca od siebie to przede wszystkim przejrzystość wody. Na Ebro płynie kawa z mlekiem za to na łowiskach okoniowych które odwiedziłem woda była krystalicznie czysta. Uwielbiam łowić w czystej wodzie! Druga sprawa to fakt, że woda stoi a że jestem marudą to powiem, że nie cierpię jak woda płynie :) Dobra, jeśli chodzi o same okonie to tamtejsze ich łowienie jest czymś niesamowitym. Kilka miesięcy wcześniej w Szwecji udało mi się połowić pięknych okoni, jednak łowi się je tam określonymi metodami i w określonych miejscach. Tu w przeciwieństwie do Szwecji okonie były wszędzie i brały na wszystko. Nie ważne czy łowiliśmy poperem, z dna czy z pół wody, w każdej chwili mogliśmy spodziewać się ataku. To było coś niesamowitego. Czterech chłopa na łodzi i każdy wybawił się do granic możliwości. Może okazów nie było, ale ilość i siła tamtejszych ryb dawała kupę zabawy. Wkręcając się w łowienie pasiaków można byłoby tam pobić swoją życiowkę do tego stopnia, że do następnego jej pobicia potrzebne byłoby nam drugie życie. Jak usłyszałem o okoniach po 55cm to zrobiło mi się miękko w kolanach. A patrząc, ile okoni tam przewaliliśmy i jakich były rozmiarów jestem w stanie uwierzyć, że pływają tam dinozaury podchodzące pod 60 centów. Brzmi to trochę jak bajka ale wierzcie mi tam jest to możliwe. Także jeśli chodzi o okonie to wybawiłem się jak dziecko mimo, że rekordu nie pobiłem. Na pewno jeśli wróciłbym do Hiszpanii to okonie byłyby na moim celowniku.

Methoda na karpia

Bez kitu jakby ktoś mnie zapytał, czy planujesz łowić na methodę to zaśmiałbym się głośno i powiedział „chyba ty.” A tu proszę łowiłem co prawda może krótko, ale za to z konkretnym wynikiem. Plan był taki, że odwiedzamy Adiego na jego karpiowym stanowisku i przy okazji ostrzej potestujemy nowe kiej UV method Feeder z kultowej już serii UV. Co jakiś czas były brania, po których wyjeżdżały całkiem solidne ryby w tym największy karpiszon Walca 12 kg. Jak na methodę to padały bardzo konkretne ryby, których nie powstydziłby się żaden karpiarz. Zmęczony lataniem z kamerą postanowiłem usiąść na chwilę z wędką i spróbować swoich sił w nowej dla mnie technice łowienia. Pierwszy rzut i jest branie! Siłowy hol, który jest moją naleciałością z łowienia szczupaków niestety skończył się spadem dlatego postanowiłem powtórzyć rzut. Na szczęście długo nie musiałem czekać na branie. Tym razem bardziej przyłożyłem się do holu co zaowocowało pięknym pełnołuskim karpiszonem ważącym ok. 11 kg. Czy było fajnie? A było!

Ale w żadnym wypadku nie zamieniłbym szczupaków czy okoni na siedzenie i czekanie na branie- zupełnie nie mój lot. Tak czy srak karp jest karp, a tym bardziej taki klocek na methodę!

 Real BASStards

Wisienką na torcie podczas pobytu w Hiszpanii była możliwość połowienia bassów. Muszę powiedzieć, że jest to całkiem inne łowienie w stosunku do tego z czym miałem do czynienia do tej pory. Jest to łowienie bardzo aktywne, punktowe i szybkie. To uzasadnia te wielkie amerykańskie łodzie, które umożliwiają szybkie przemieszczanie się w celu namierzania aktywnych ryb. Zawodowcy łowiący te ryby wpadają na miejscówkę w której chwile wcześniej wypatrzyli ryby rzucają kilka razy i albo ryba siada albo lecą dalej. Czas rzeczywistego prowadzenia przynęty jest bardzo krótki. Przynętę prowadzi się w promieniu około 4-5 m od miejsca, w którym znajdują się ryby. Dziwne ale tak robili to ludzie, którzy na rzeczy się znali i mieli papiery potwierdzające ich skilsy. Mi udało się trafić dwa bassy. Pierwszy był trafem szczęścia podczas okoniowania natomiast drugiego trafiłem już z premedytacją. Pierwszy bassik skusił się na gumę Sasori na 4 gramowej główce.

Drugiego Bassa trafiłem już na przynętę dobraną specjalnie pod te ryby. Był to poper ze śmigiełkiem, który kształtem przypomina tampon :) Rybkę wcześniej wypatrzyłem. Podałem jej poperka, a ten pięknie zgarnął go z powierzchni. Hol tych ryb jest czymś niesamowitym. Podczas holu ta pozornie przypominająca okonia ryba zamienia się w typowego pstrąga. Po zacięciu od razu wychodzi do powierzchni i skacze jak szalona. Jest to mega widowiskowe łowienie, które wymaga od wędkarza skupienia i obserwacji wody. Polecam każdemu, kto lubi okonie czy kropki.

W sumie trafiłem też sumka

Podczas poszukiwań bassów i okoni trafiłem też przyłów w postaci sumka. Trafiłem je na Furyo (jedna z moich ulubionych gum holo) na zestawie do 7 gram (oczywiście niezawodne Sicario) i plecioneczce Octa Braid 0.08. To co wyprawiał koteczek możecie obczaić na poniższym video i obczaicie moc Sicario SL!!.

I w ogóle…

Poza tym był super klimat, upał jak jasna cholera i zero szczupaków- wolę Skandynawię, ale chętnie jeszcze tam wróce by zmierzyć się z dużym sumem i konkretnym Bassem.

Pozdro dla wszystkich Mikado świrów!! i oczywiście Robercika aka Snoop Dogg!!!

Borys

Related Posts

Leave a Comment


*

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.