Było minęło czyli wędkarskie podsumowanie 2016-ego

Nadszedł czas podsumowania kolejnego wędkarskiego roku. Muszę przyznać, że 2016 minął troszkę bardziej pod znakiem pasków niż cętek. Ale szczerze mi to nie przeszkadza. Ten okoniowy bzik trafił mnie za sprawą mojego serdecznego kolegi Kuby, który zaszczepił we mnie świadome łowienie okoni. A że w tym roku urodził mi się mój przyszły kompan wypraw to akurat okoń był rybą, którą udawało mi się świetnie godzić zwiększoną liczbę obowiązków z żądzą wędkowania. Oczywiście poza okoniami udało mi się połowić także pięknych szczupaków, wystartować w zawodach i odwiedzić kilka nowych miejsc. Jednak by lektura była jak kolwiek przyswajalna i czytalna postaram się ją sensownie podzielić. Na początek polecą szczupaki bo w końcu szczupak to król wód 😉

Trzy Szczupaki z 2016-ego, które utkwiły mi w pamięci

W roku 2016-ym szczupaki opanowały zdecydowanie początek sezonu. Już w marcu podczas okoniowych wypadów z 5 centymetrowymi gumami trafiały się pierwsze mazurskie szczupaki. Był to wynik ciepłej zimy i szybkiego przyjścia ciepłej wiosny. To oczywiście odbiło się na średnio rybnej majówce, która w moim przypadku była majówką jednej wymiarowej ryby, ale za to naprawdę zdrowej, która bardziej przypominała listopadowego grubasa a nie po-tarłowego kluska. Ryba tym bardziej cieszy bo rozdziewiczyła testowego jerka ze stajni Mikado, którego już w sezonie 2017 znajdziecie w dobrych sklepach wędkarskich :) Widowiskowe branie pod samymi nogami zrobiło robotę i podbiło ostro fazkę na dalszą część sezonu :)

Zaraz po majówce odwiedziłem jezioro Boren na którym trafiłem kilka ładnych ryb. Niestety żadna z nich nie przekroczyła magicznego metra :( Dlatego jeżeli miałbym jakąś wybrać to wybrałbym największego chama, dzięki któremu rozdziewiczyłem kolejną nowość ze stajni Mikado. 22 centymtrowy prototyp Fishunera Goliata wyłapał atomowy strzał. Bydlun tak zażarł, że z jego paszczy wystawała sama końcówka ogonka- miał rozmach sku….n.  A na dokładkę podczas akcji wyczepiania ryba o mało co nie pozbawiła mnie kciuka 😉

Ostatni szczupak w plebiscycie na najlepszego paika 2016 roku to amator okoniowych przynęt. Ten przystojniak trafił się podczas wyprawy z ekipą jerkabit.pl z której relację znajdziecie pod tym linkiem. Szczupak połasił się na 5 centymetrową gumę na zestawie do 7 gram (sicario SL), plecionkę 0.08. Hol tego bysiora był czymś niesamowitym i cholernie emocjonującym. Na szczęście rybkę udało się wyholować, zmierzyć i wypuścić. Technicznie wyholowane 87 centymetrów zielonego cielska dało mi tyle radości jak mało która ryba i nie ukrywam że kiedyś chętnie powtórzę taki hol.

Poniżej jeszcze kilka rybek z tego sezonu:

Trzy okonie które zrobiły rok 2016:

Trzy okonie które zrobiły rok 2016: Na początek leci perchinio mierzący 44 centy. Okoń połasił się na kopytko Fishunter w kolorze 68. Aktualnie jest to moje okoniowe PB, które o mały włos a pobiłbym kilka miesięcy później… Ale o tym powiem w dalszej części podsumowania.

Drugi okoń tego roku to miłośnik raczka (Mikado Cray Fish) na offsetowym haku. Od kilku lat nie mogą wciąć żadnej ryby na tym typie zbrojenia aż w końcu udaje mi się dupnąć pięknego garbusa mierzącego 42 cm. Okoń został trafiony na twardym dnie kąpieliska gdzie stada okoni zagoniły ławice drobnicy by tam dokonać rzezi niewiniątek. Ten okoniowy świt był czymś magicznym! W cztery osoby trafiliśmy kilka jak nie kilkanaście ryb powyżej 40 centymetrów! Takie chwile zapadają w pamięci na całe życie!

Trzeci oksik to czterdziestaczek trafiony na wypadzie z ekipą jerkbait.pl. Jednego dnia koledze Darkowi 15 centymetrowego jerka odprowadził piękny pasiak. Nie wiele myśląc następnego dnia przy okazji szczupakowania na tej miejscówce postanowiłem oddać kilka kontrolnych rzutów za okoniem. Szczęście dopisało bo siadł naprawdę ładny odpasiony czterdziestaczek :)

Trzecie miejsce ex aequo leci do czterdziestaka z Wersmini, którego trafiłem podczas urlopu tacierzyńskiego. To był piękny świt, który przywitał mnie -3 stopniami, magiczną mgłą, słoneczkiem i stadami drobnicy przy powierzchni. Dlatego ten wypad musiał się tak zakończyć :)

Nowe gatunki 2016

Jeśli chodzi o ryby których wcześniej nie łowiłem to na początek poleci ryba, której brak w rozpisce spiningisty może zdziwić- ale tak bywa :) Mianowicie chodzi o sandacza :) Męntnookich nigdy nie łowiłem, nie kręciły mnie i jakoś tak po prostu wyszło :) Tak czy siak założenie było, że trafię jakiegoś zeda w tym roku i jakby nie było udało się. Udało mi się złowić kilka lub kilkanaście zedów z czego tylko jeden był rybą wymiarową i godną pochwały dlatego właśnie on leci na „rozkładówkę”. Jeśli w 2017 będzie czas to może poświęcę tym rybom trochę więcej czasu.

Następnym nowym gatunkiem jest śmierdziuch zwany sumem :) Zmutowaną kijankę udało się trafić podczas okoniowania na zestaw UL. Zabawa przednia, radość że się trafił, ale szczerze więcej możemy się nie spotykać :) No chyba że trafi się ryba 200 z plusem :)

Kolejnym gatunkiem, z którym jakoś było mi nie po drodze jest karp.

Tego pełnołuskiego klocka ważącego 10 kg trafiłem „bawiąc” się wędką UV method feeder, która w przyszłym sezonie będzie dostępna w dobrych sklepach wędkarskich. Co mogę powiedzieć o holu tej ryby to to, że nie powalił mnie na kolana. Myślałem, że na takim zestawie będzie zabawy jak z sumem na UL a tu okazało się, że to okazujący oznaki życia worek ziemniaków :( nie wiem czy trafiłem na takiego wyluzowanego osobnika czy one wszystkie tak po prostu mają :) tak czy inaczej Rzuciłem, zaciąłem i wyholowałem- teraz mogę z dumą chwalić się tą zdobyczą.

Ostatnią nowością z 2016 roku jest bass. Bez dwóch zdań jest to ryba, z której jestem najbardziej zadowolony. Ten miks pstrąga z okoniem udało się trafić podczas wizyty w hiszpańskiej bazie sumebro.pl . Pierwszy baby bass połasił się na prowadzoną w pół wody gumę sasori. Była to ryba złowiona przypadkiem jednak była i była pierwsza podczas naszej wyprawy. Następnego bassa złowiłem już z premedytacją na poppera. Dał mi on ogromną satysfakcje i radość. Energia jaką tryska ta ryba jest ciężka do opisania dlatego zrobię to używając kilka prostych słów: widowiskowe branie z powierzchni, młynki, skoki i walka do samego końca. Wszystkim szczerze polecam!!!!

Imprezy

Tych niestety nie odwiedziłem zbyt wiele w tym roku, a to za sprawą nowego domownika ale co najważniejse udało mi się wystartować w tegorocznej i drugiej już edycji Garmin Fishing Series na jeziorze Dadaj. Wraz z moim kompanen Lechem Lewandowskim wywalczyliśmy 11 miejsce na przeszło 100 ekip. Było dobrze a mogło być jeszcze lepiej :) dlatego w przyszłym roku też na bank się tam stawimy. A pełną relację z tych naprawdę prestiżowych zawodów znajdziecie pod tym LINKIEM.

Druga imprezka, która mi wyjątkowo podpasiła to Miejskie Łowy w Gdańsku, na których w listopadzie zawitałem wraz z całą rodzinką. Ogromna lista startujących, dobra organizacja i super miejscówki do łowienia. To jest to co tygryski lubią najbardziej :) Na bank ta bibka wpisze się na stałe do mojego rodzinnego kalendarza imprez.

Porażki 2016

Porażki 2016 Porażki tego roku były dwie. Co gorsza miały miejsce tego samego dnia, na jednej miejscówce. W dodatku, dotyczyły dwóch gatunków ryb :( Wszystko miało miejsce podczas październikowego, pięknego świtu, który przywitał mnie wymiarowym okoniem, następnie ładnym pasiastym czterdziestaczkiem. Tego dnia królowało 2” kopytako domowej produkcji. W pewnym momencie poczułem okoniowe puknięcie, które udało się wciąć. Jednak to co potem zaczęło się dziać to był istny koszmar. Ryba robiła ze mną co chciała, a ja nie mogłem jej w żaden sposób zatrzymać. Waliła łbem, jeździła jak zła. Był to monster perch, który po ok 1,5-2 minutach holu spiął się… To była jakaś masakra i pewnie przyjałbym to na miękko, gdyby nie fakt że na otarcie łez postanowiłem rzucić kilka razy za szczupakiem. Już w trzecim rzucie na powierzchni eksplodowała drobnica a 10-cio centymetrowy jerk wyłapał bombę. Pewne było że ryba jest duża 90-100 centymetrów. Rybkę udało mi się podciągnać pod samą łódź. W krystalicznie czystej wodzie błysnęło zielono-złote cielsko. Już wiem, że jest cudny i taki jak powien być. Ryba patrzy mi głęboko w oczy. W otwartej paszczy widzę stojącego w poprzek jerka z podwiniętymi kotwicami.Szczupak odwija się jeszcze raz do ostatniego odjazdu. Niestety w tym momencie jerk wystrzeliwuje mu z pyska. To był jakiś koszmar! Takie stracone ryby w przeciągu godziny!?!?! Z podklulonym ogonem i z jednym czterdziestakiem na otarcie łez wróciłem do domu. Niestety takie dni się zdażają, ale chyba właśnie dzięki takim dniom wracamy nad wodę. Czasem stoimy w najgorszą pogodę, wstajemy o jakiś niezrozumiałych dla nikogo godzinach, wydajemy ostatnie pieniądze na przynety, a wszystko po to by na koniec zrobić sobie to wymarzone zdjęcie z nowym personal best-em. Właśnie w tych porażkach kryje się duża część magii wędkarstwa.

O nie!!!! byłą jeszcze jedna poracha i to konkretna! Podczas zawodów Garmin Fishing Series gdy wraz z Lechem ścigaliśmy się  z czasem by dołowić jeszcze jakiegoś zębacza. Mój kochany sweeperek 14 cm w kolorze pike wyłapuje strzał. Zacięcie i niestety czuje luz… Ryba niestety obcięła szczęśliwą przynętę wraz z 25-cio centymetrowym, drucianym przyponem. To niestety mogła być ryba na miarę awansu o kilka miejsc w tabeli tych prestiżowych zawodów. Była to też nauczka że przy polowaniu na największe zębacze przypon 25 cm jest zdecydowanie za krótki.

Plany na 2017 Sa proste :)

-Garmin fishing series na ostro!!! w końcu muszę mieć tą swoją pierwszą, wymarzoną sondę i zakończyć etap sondowania wody kamykiem na sznurku 😉

-World Predator Classic czyli z Kubusiem i Przemkiem jadę poznać nowych ludzi, spotkać znajomych z zagranicy a przy okazji chcemy powalczyć w kategorii Street Fishing

-Odwiedzić Żarnowiec na który w tym roku niestety nie zajrzałem ale w 2017 melduje się na 100% i odbijam sobie żarnowiecką porażkę z 2015 roku LINK

– Mucha!!!!!!! Muszę nauczyć się łowić na to draństwo!!! czekam tylko aż do oferty Mikado wejdą nowe kijaszki MLX-y. Kołowrotek już jest wybrany więc niebawem zaczynam ogarniać temat! – Obiecuje więcej łowić na Tałtatch, Ryńskim i Mikołajskim :)

– Jeśli starczy czasu i zapału to zacznę nagrywać jakieś filmiki :) -Ostatnie postanowienio-marzenie: kiedy w końcu zdobędę własną łódź lub chociaż belly boat-a będę częściej na wodzie, a co za tym idzie będę częściej pisał :)

Z postanowień na szybko to chyba tyle, ale jak znam życie to w praniu wyjdzie jeszcze coś.

Do siego roku Panie i Panowie! Połamania!!!!!

Related Posts

Leave a Comment


*

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.