Nie ważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy

Na moich wodach sezon szczupakowy dobiega końca (kochajmy szczupaki, tak szybko odchodzą 😉 Niestety na Wielkich Jeziorach Mazurskich wędkowanie z łodzi możliwe jest do końca listopada. W grudniu trzeba już szukać innych, bardziej przyjaznych wędkarzowi miejscówek. Moje serce jednak pozostanie wierne tym największym zbiornikom, które w swej toni kryją prawdziwe potwory. Do podsumowania kończącego się roku poczekam do pierwszych dni stycznia. Póki co skupię się na ostatniej wyprawie, którą oficjalnie zamykam sezon na ukochanej wielkiej wodzie.

Pierwotny plan był taki, że płynę na samotną wyprawę tropem mazurskich potworów. Na szczęście rzutem na taśmę trafił się jeszcze jeden wariat, któremu nie straszna była wysoka wilgotność, temperatura poniżej zera, mgła dusicielka (pozdro Kamil Walicki!) i źle wróżący wiatr ze wschodu połączony z nagłym skokiem ciśnienia. Prognozy były słabe, czasu nie za wiele- ale jest wychodne, trzeba korzystać :)

Ubrany na cebulę, uzbrojony w kilka niezbędnych przynęt spotkałem się z Przemusiem. Dość sprawnie zatankowaliśmy bak, załadowaliśmy graty i ruszyliśmy. Podróż na wodzie wymagała skupienia i wyostrzenia zmysłów. Mleczna mgła ograniczała widoczność, a wizja rozjechania jakiegoś wędkarza stojącego na kotwicy lub czołówki z inną łodzią jakoś nam się nie uśmiechała. A za rozjechanych rybaków dostalibyśmy +100 punktów do szacunku na dzielni 😉 Poza trudnymi warunkami pogodowymi niełatwe okazało się zlokalizowanie zgrupowanej drobnicy, w okolicach której spodziewaliśmy się brań. Po jakimś czasie trafiamy na pierwszą wielką stołówkę. Ryba ściele się od dna (ok.12m do 5m) do górnych partii wody. Miejscówka pewna i jest pierwszy strzał! Mój kochany Replicant 23cm w kolorze szczupaka wyłapuje strzał. Niestety mimo dozbrojki ryba nie zapina się :( Walczymy dalej. Pływamy, szukamy, a morale spadają. Już nawet ogrzewacze w rękawiczkach przestają grzać z nudów 😉

Wierzcie mi lub nie ale Replicant Jointed łowi ryby! Mówię to nie z racji na powiązania z marką Fox Rage ale dlatego, że prawie wszystkie grube ryby w tym sezonie wyjąłem na tę przynętę- tak było i tym razem :) Bez ściemy!! tego dnia zmieniłem raz przynętę z dużego Replicanta w kolorze szczupaka na małego Replicanta w kolorze firetiger- to była decyzja która otworzyła nam wodę i odmieniła ten dzień. Nowa guma, kilka minut i z pomiędzy leszczowych zapisów wyskakuje zimowy grubas! Od początku czuję, że ryba jest dobra. Jednak kij, który upodobałem sobie do ciężkiego łowienia (Fox Rage Prism Pike Cast) pozbawia rybę chęci odjazdów jak 0,7 l wódy na pusty żołądek. Szczęśliwie knażka ląduje w podbieraku i jak to u mnie ostatnio bywa chwilę później sama się wypina. Ryba jest kwadratowa!!! Zajawa kipi gęsta, morale rosną, ryba wraca do wody a my kombinujemy dalej.

Przemuś reaguje na zaistniałą sytuację błyskawicznie i odpuszcza woblery, i jakieś tam ripperki. Zakłada gumę bliźniaczo podobną do mojego „Repka”. Mija 15 minut i melduje się pierwszy siurek. Ryba ok 60cm. Pomału kierujemy się w stronę portu. Do głowy wpada mi jeszcze ostatni pomysł na szybkie sprawdzenie miejsca w którym niedawno okoniarze namierzyli zgrupowaną drobnicę. Stołówki nie było ale i tak było zajebiście :) Przemo zacina. Mówi że jego przynęta się dosłownie zatrzymała i czuje tylko walenie łbem. Patrzę na niego i widzę, że mimo -3 stopni na jego skroni pojawia się błyszcząca kropla potu. Jego Phenix M1 ma moc, a gnie się jakby zahaczył odpływającą z portu białą flotę. Pada nieśmiertelne „jest grubo.” Ja stoję już ze swoim śmiesznym podbierakiem i czekam. Ta chwila trwa wieczność a ciekawość, co tam zapiął Przemo nie daje spokoju. Coraz bardziej pochylam się nad wodą, żeby jak najszybciej zobaczyć ten czołg- mało nie wsadzę łba do wody. Jest! O kurwa, ale klamot!!!! Podbierak skurczył się momentalnie. Wyglądał jak druciany podbieraczek do łapania rybek akwariowych :/ Pakujemy świniaka w siatę i jest!!!! Mamy go!!!! Cała wielka guma w papie zassana aż po same kulę. Sprawna współpraca dwóch maniaków wypuszczania ryb i udaje się szczupaka szczęśliwie wypiąć. Jest wielki, gruby i tak spasiony, że nie daje się jej obrócić do zdjęcia. Pamiątkowa sesja z nowym PB i kładziemy rybę na miarkę. A ta pokazuje 112 cm!! Szok!! Ryba dobrze ponad 10kg! Nie był to żaden wiosenno letni metrowiec, którego waga przy dobrych wiatrach dochodzi do 8kg. Tu mieliśmy do czynienia z Yokozuną mazurskich szczupaków!!

Zmarznięci, zmęczeni ale z bananami na gębach wracaliśmy do portu! Było niesamowicie i magicznie- dla takich chwil zrywamy się w środku nocy czy pływamy w taką pogodę, że psa z domu nie wypędzisz. Tą wyprawę zapamiętam chyba do końca życia. Do tego STRASZNIE się cieszę, że mogłem się odwdzięczyć Przemkowi za tegoroczne okoniowe wypady. Właśnie dzięki niemu podobnym rzutem na taśmę wykręciłem swoją życiówkę w okoniu (47cm) (> LINK <). I to jest właśnie to co kocham!! Zioming, fishing i traveling :)

Borys

Related Posts

Leave a Comment


*

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.